Słyszę twój głos na wietrze
I słyszę jak wołasz moje imię
Powoli, nostalgicznie powraca kojąca tęsknota za drzewami. Uśpiona istota mojego wewnętrznego zdumienia przedziera się przez anhedonię naznaczonych niepewnością dni. Uciekam poza zgiełk niepoukładanego świata, by wyjść naprzeciw moim nowym towarzyszom. Niemal czuję nagą ziemię pod stopami, po której stąpam niespiesznie, ucząc się od nowa stawiać kroki na nieznanym terytorium, a mimo to mam wrażenie, jakbym wracała do domu z długiej, bardzo długiej podróży. Karczemny zapach drewna i stęchlizny, świece gaszone podmuchami wiatru, celtyckie opowieści - wszystko to zasiewa w mojej duszy niemy spokój, z którym poznaję się od nowa, niczym ze starym przyjacielem. Witam chłód nocy okraszony zjawą przeszłości, duchem historii, słowiańską przepowiednią, rozpoznaję twarze ukryte w półmroku, naznaczone pazurem czasu, nieugiętością losu. Za oknem ściska mróz. Ja czuję jednak ciepły powiew wiatru, gorąc płynący z rozżarzonego ogniska. Widzę dym unoszący się wśród głosu drzew.
„Słowo istnieje! Jest uformowane na kształt istoty żywej. Słowo ma krew. Słowo może być suche. Życiodajna woda zapewnia mu wilgoć. To nie griot zwilża suche wargi, to woda biegnie przez arterie słowa i ożywia je.”
- Zofia Sokolewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz