2012/01/31

word

Gdyby. Czy istnieje smutniejsze słowo?
- Fowler Therese


Usypiam siebie.
Szukam miejsca w życiu innych, nie chcę wracać do swojego. Nie dzisiaj. Mimo wszechobecnego zimna ten świat jest zbyt ładny, śnieg tak lekko otula drzewa, krajobrazy wspomnień wzbudzają zbyt wiele wzruszeń. Nieposkromione zakątki muzyki wabią harmonią uniesień, jednak wiem, że muszę unikać każdego opanowanego sentymentem dźwięku. Śpię w pożyczonych ukradkiem ubraniach. Są przyduże i jakby cieplejsze.
Wszystko wokół żyje. Ludzie uśmiechają się, łapią autobusy, oglądają tkaniny w sklepach i zaczytują się w książkach. W kuchniach rodzą się coraz to nowe symfonie zapachów, a małe dzieci ślizgają się nieporadnie na oblodzonych ścieżkach. Tylko we mnie coś pękło, jakiś mały mechanizm przestał działać, zatrzymałam się jak sprężynowy zegarek. "Jestem niczym stary, zasuszony liść, który ładnie wygląda z daleka, a po dotknięciu rozsypuje się w pył."

Wybrałam życie, więc trzeba być konsekwentnym.


2012/01/29

sleep

[02:25:15] Bryce:
"Kiedyś w końcu każdy przestaje się bać... [ Powiedział spokojnie stawiając nieśpiesznie krok za krokiem. ] Pozakładałem tutaj sidła, coś powinno się złapać... [ Rzucił do niej zrównując się z czarnoskórą w marszu. Wsunąwszy dłonie w kieszenie kurty zamyslił się głęboko nad zadanym przez tamtą pytaniem. ] Jak idzie? Życie w samotności byłoby... prostsze. Ale wiem, że wtedy w końcu bym zdziczał a to jest jak umrzeć. Przestajesz myśleć, czuć liczy się tylko polowanie, pożeranie i spanie. Zamieniłbym się w zwierzę. [ Mruknął pocierając dłonią o szorstki podbródek. ]     
W grupie jest... trzeba trzymać nerwy na wodzy. To trudne dużo zapachów, dużo dźwięków, ludzie się denerwują, pachną wtedy tak, że Tobie chce się zabijać. Idziesz spać. Czasami się budzisz i ich wyczuwasz, wiesz kto śpi głęboko - wtedy jego zapach jest najdelikatniejszy, trudno go wyczuć ale gdy już wyczuwasz - jest słodki, jak każdej łatwej zdobyczy.
Niektórzy śpią tak, że byle szelest jest ich w stanie obudzić. Masz ochotę ich sprawdzic, siebie również, podkraść się, popatrzeć... Chce Ci się polować."

To, co napisałeś...  Nie wiem czy myślisz nad tym, co piszesz czy raczej doskonale zmyślasz, ale dobrze Ci to wychodzi. Nie wspomniałeś jedynie o tych, którzy właściwie w ogóle nie śpią.

Minęło kilka chwil.


"A niektórzy... Nie śpią wcale." 
Dodał.


Niech moją armią będą drzewa, skały i ptaki na niebie.
- Aleksander Wielki

2012/01/27

coffee

Nikt nie może cofnąć się w czasie i napisać nowego początku, ale każdy może zacząć od dzisiaj i dopisać nowe zakończenie.
- Maria Robinson

Nie pijam kawy. Jednak ta jest wyjątkowo aromatyczna. Ma kremowy, subtelny smak i idealnie rozpuszcza się w niej cukier. Lubię oblizywać po niej usta.
Rozkoszuję się tymi leniwymi porankami, spędzanymi z najbliższymi mi ludźmi, którzy tak skutecznie odciągają mnie od mojej samotni. Lubię ich zaspane oczy i nucenie pod nosem ulubionych piosenek. Czas zwalnia na chwilę, a poczucie samotności cichnie na tych kilka wypełnionych śmiechem godzin. Bo może - jak to pisała pani Grochola - o to właśnie w życiu chodzi. Żeby ktoś przy tobie był - nawet kiedy szukasz w nocy małego zagubionego kotka. Nawet jak świeczka się nie pali. 
Moja świeczka zgasła, a Oni wciąż są. Nie zawsze obok. Ale zawsze na tyle blisko, by zdążyć mnie przytrzymać, nim zachwieją się fasady mojej autodestruktywnej złożoności.

Dawno nie słuchałam pani Jones. Jak zwykle wracam tylko do jednej piosenki i śpiewam niesłyszalnie, podczas gdy wszyscy wokół już śpią.
Nie wiem dlaczego nie odpowiedziałam. Tak, wiem kim jesteś. Wiem nawet jak wyglądasz, kiedy zasypiasz, gdy Twoje zmęczone, ale bardzo delikatne dłonie zsuwają się nieprzytomnie na miękką pościel. Wiem jak to jest odgarniać kosmyk włosów z Twojego policzka i całować Cię ostrożnie w czoło. Nie mogłam jednak. Ani teraz, ani później. 
W ciszy znika się najpiękniej.


I to, co powinnam napisać na samym początku.
Dziękuję.

2012/01/23

today



Jestem szczęśliwa, bo miałam przy sobie ciekawą książkę, kiedy autobus stanął w korku.


70 procent życia. Według Ekcharta Tolle właśnie tyle czasu ludzie spędzają na czekaniu na coś lub gonieniu za czymś. 70 procent życia przeznaczają na szaleńsze wyścigi za sukcesami, za pracą, za nowym domem. W małych przerwach popijają najtańszą, niezdrową kawę. Z czasem nachodzi ich myśl, że do nowego garażu z elektrycznie zamykanymi drzwiami nie pasuje stary, śmierdzący psem samochód z zabrudzoną tapicerką. Zaczynają się kolejne nadgodziny i pół nocnego etatu w barze przesiąkniętym papierosami. Ostatecznie umierają w wieku 45 lat z pięknym dorobkiem - który na koniec okazuje się zupełnie zbędny - i równie dorodnym nowotworem, który od lat żywił się ich nadszarpniętymi nerwami, stresem, nieprzespanymi nocami i przydrożnymi fastfoodami, trawiąc ich ogłupiałe ciała.
Zabawne jest popadanie w skrajności, bo z drugiej strony mogą "przeżyć" dzień za dniem zupełnie jak w transie - czekając na lepsze jutro, na lepszą pracę, na lepsze czasy. Właściwie powodów może być wiele. Bo pada deszcz, bo pada śnieg, bo nie przyjechał autobus, bo spóźniłeś się, bo jest za późno. A noc zapada mimo wszystko i dzień kończy się zupełnie jak wczoraj. Równie podobnie skończy się następny. I każdy kolejny, jeśli nie otworzą oczu.

Jak skończy się Twój dzień?

Życzę Ci szczęścia i malinowej herbaty.
Życzę Ci tego dzisiaj.

Reszta należy do Ciebie.


PS. Look at you. You are young. And you are scared. Why are you so scared?
Stop being paralyzed. Stop swallowing your words. Stop caring what other people think. Wear what you want. Say what you want. Listen to the music you want to listen to. Go out for a drive at midnight and forget that you have school the next day. Stop waiting for Friday. Live now. Do it now. Take risks. Tell secrets. This life is yours. 
When are you going to relize that you can do whatever you want?

2012/01/18

wind

Pszczoła robotnica waży mniej niż płatek, ale może lecieć z ładunkiem cięższym od niej.


Spoglądam na tych, którzy malują świat niemiłości.
Spoglądam w ich rozszerzone źrenice kryjące lęk i zagubienie. Jedno z nasjmutniejszych kłamstw.
Bo świat jest miłością. To czułe ciepło słońca budzące wiosną kwiaty, chłodny powiew południowego wiatru, gdy powietrze staje się duszne, cień rozległych lasów rozpostartych na równinach... To wilczyca czuwająca nocą nad swoimi młodymi, miękka trawa, która otula nieporadne kopyta źrebięcia, rozległe przestworza, w których orzeł może rozwinąć skrzydła...
Świat, który widzisz, to świat, którzy stworzyli ludzie. Wypełniony kłamstwem, wojnami, krwią... W którym nie liczy się jaki jesteś, ale ile jesteś wart.
Ale jest jeszcze coś poza tym, co widzisz.To miejsce harmonii. 

Zamknij oczy. Słyszysz ciszę?


Ja słyszę wiatr...  

2012/01/17

time

Kiedy ktoś poświęca Ci czas,
pamiętaj że daje Ci coś, czego nigdy nie odzyska.

Pokruszyło się we mnie milion tęsknot, snów, marzeń, wspomnień i pytań. Szukam w sobie odpowiedzi, jednak znajduję jedynie dysonans. Jestem złożonością oniryzmów, właścicielką wiecznie chłodnych dłoni, zaczytanych w przeszłości oczu.

Mała dziewczynka o jasnych włosach splecionych w warkocze wyciąga do mnie rączki z ulepionym nieporadnie kotkiem o plastelinowych, fioletowych nóżkach. "Ładnie?" - pyta, uśmiechając się.
Kotkowi odpada nierówne uszko, biorę je w palce i z powrotem przykładam do jego kanciastej główki.
"Dolep mu jeszcze fioletowy ogonek." - odpowiadam, posyłając jej ciepłe spojrzenie. Widzę, jak w jej oczach zapalają się radosne iskiereczki, zakrywa figurkę pulchniutką dłonią i biegnie z powrotem do ubrudzonego farbami stolika. Patrzę na nią jeszcze jakiś czas, na szczere skupienie widoczne na jej twarzy, bezpretensjonalne zacięcie ujawniające się poprzez zagryzane z przekorą usteczka, kiedy coś nie wychodzi i szczerą wesołość, gdy w końcu się udaje. Patrząc tak, uświadomiłam sobie, że nie potrafię się smucić, kiedy widzę ten manifest ogólnego, niewymuszonego szczęścia. To zupełnie jak pisać o śmierci, spoglądając na narodziny dziecka. Wiem, że w tamtym momencie, w tamtym miejscu byłam naprawdę szczęśliwa. Wielu ludzi uważa, że w życiu spotka ich coś nieprawdopodobnego, kiedy wygrają na loterii lub jakiś iluzjonista sprawi, że niespodziewanie ze sceny zniknie talia kart.
Ale jestem pewna, że to właśnie wtedy - widząc tę pełną życia dziewczynkę - byłam świadkiem cudu.



Plastelinowy kot ukazał całą swą naturę pod koniec zajęć, kiedy to został postawiony wśród innych ulepionych stworzonek na obszernej szafce. 
Machał fioletowym ogonem.


2012/01/10

west

- Jak chcesz dotrzeć na zachód?
- Stanę twarzą na północ, a potem skręcę w lewo.


Nadszedł czas nocy przepełnionych snami. Snami dobrymi, bowiem nie rysują mojej rzeczywistości w szarych barwach, nie są również koszmarami, po których bałabym się zamknąć oczy. Są po prostu inne, niebywale dziwne i złożone, zagmatwane. Mam wrażenie, że przejawiają się w nich całe moje rozterki, niepoukładane myśli i towarzyszące mi ostatnio zamyślenie. Przemknęło mi nawet, że być może dobrym pomysłem byłoby ich zatrzymanie na kartach jakiegoś zeszytu, lecz po dłuższej chwili uznałam, że to zbędne, ponieważ nie umiałabym oddać w żaden sposób ich uroku i niepojętości.


Śnię więc więcej niż zazwyczaj, więcej niż zazwyczaj przebywam sama. Odnalazłam spokój w odosobnieniu, do którego zdaje się - już przywykłam. Dałam sobie czas na przemyślenie kwestii, do których jeszcze niedawno nie byłam w stanie tak po prostu powrócić. Powoli dociera do mnie, że niektóre wybory i ścieżki w naszym życiu są konieczne, jak się potem okazuje - również zbawienne - i że bywają momenty, kiedy trzeba poddać się wpływom wiatru, obrać inny kurs. 
Znów oddycham.
 




Kiedy wstajesz rano Podziękuj za poranne światło, za to, że żyjesz i jesteś silny. Podziękuj za jedzenie i radość życia. Jeśli nie widzisz powodu aby dziękować, wina tkwi w Tobie.
-Tecumseh





2012/01/06

fear

Czy to przypadek, że właśnie we wrześniu życie po prostu się zatrzymuje. Idę idealnie wydeptaną ścieżką, czuję tak dobrze mi znany zapach, przyjemne ciepło wędrujące od koniuszków palców poprzez zmarznięte dłonie, aż po otulone czułością ramiona...
I nagle gaśnie światło. Wszystko co jestem w stanie zobaczyć to wszeogarniająca, przesączona niepokojem ciemność, która niebezpiecznie cicho oplata moje ciało. Wyciągam dłonie, szukam po omacku małych punktów odniesienia, mijają mnie powycinane z papieru ptaki i zupełnie jak moje plany - idealnie, symetrycznie, jeden po drugim - rozsypują się pod moimi stopami. Stąpam po garstce zimnej piętrzącej się, zniweczonej pozostałości po tym, co kiedyś, być może w niedalekiej przyszłości, mogłabym nazwać Mną.


Wrzesień, deszczowy wrzesień. 
Starannie poukładane książki, miękkie futro wiecznie zaspanego kota, rześkie poranki, melancholijne wieczory. Mnóstwo muzyki, która koi skołatane nerwy, przypomina, rozpala, gasi, płacze. Mgła za oknem, ciepło płomieni, zmoknięte gałęzie drzew. Cieniste kształty, postacie ucieleśniające każdą z najmniej namacalnych obaw. I ta kropla wody, która wyznacza koniec, ostateczny i nieodwołalny.
W ciszy znika się najpiękniej.




(...) Świat w tym miejscu wydawał się kaskadą smutku. Powietrze miało wilgotny zapach opadłych już liści, kłębiących się lepko pod stopami, jak gnijące, pozbawione życia drobne materie, które proszą żałośnie o jeszcze jeden oddech. Umarły. A wraz z nimi umarły te wszystkie drzewa stojące teraz nieporuszone żadnym powiewem wiatru wśród gęstej mgły. Wysokie i nagie, jak wyciągnięte ku niebu dłonie, niemym szeptem godziły się z nieodwołalnymi wyrokami czasu.Nawet ptaki zamilkły, odleciały, pozostawiły po sobie tylko zimne gniazda. Złożoność pustki miejsc, gdzie kiedyś gościło życie. Bujność trawy, która oplatała teraz stopy mokrymi, uschniętymi źdźbłami.To wszystko utwierdzało, że takie miejsca nie zatracają się w śnie.Nie budzą się do życia. Byłam świadkiem śmierci, naturalnej, nieodwołalnej. A słońce wstawało tego ranka jak zwykle, z tą samą dozą spokoju oświetlało te cmentarzysko wspomnień, istnień, zapachów... Tylko cienie stawały się coraz drobniejsze, marne, wychudzone...Spełniała się obietnica. Nieuchronna jak świt po ciemności.







Wrzesień, mój cichy wrzesień... 
Tak bardzo boję się września.

2012/01/03

hope

Deszcz to ostatnie, co zapamiętałam... Niespieszne, harmonijne uderzenia lekkich kropel o podłoże. Raz, drugi, trzeci... Cała fala maleńkich dzwoneczków. Cała fala wspomnień. Cała fala snów.
Wszystko spadło wraz z deszczem na ziemię, rozprysło w cztery strony świata, jak kawałki szkła po stłuczonym wazonie.
Wycieram opuszkami palców kurz, ze spokojem spoglądam na tak dobrze mi znane wzgórza. Czuję ten sam wiatr we włosach. Czasem jest tylko nieco zimniejszy...
Minęło 365 dni, nocy, poranków, wieczorów. Dobrze wiem, że samotność, która jest mi teraz nieustępliwą towarzyszką dawno mnie nie odwiedzała. Dobrze wiem, że szybko mnie nie opuści. Przywitałam ją ze spokojem zapachem farb, smakiem przesłodzonej herbaty, dźwiękiem utworów, których niegdyś razem słuchałyśmy. Tym samym powitałam nowe miesiące, niezapisane żadnym oczekiwaniem, białe, czyste niczym śnieg, którego tak mi teraz brak. Moja samotność czeka. A ja razem z nią. Uśmiechamy się.

A za oknem. Deszcz. Deszcz. Deszcz...





Trudno nie wierzyć w nic.