Wszystko spadło wraz z deszczem na ziemię, rozprysło w cztery strony świata, jak kawałki szkła po stłuczonym wazonie.
Wycieram opuszkami palców kurz, ze spokojem spoglądam na tak dobrze mi znane wzgórza. Czuję ten sam wiatr we włosach. Czasem jest tylko nieco zimniejszy...
Minęło 365 dni, nocy, poranków, wieczorów. Dobrze wiem, że samotność, która jest mi teraz nieustępliwą towarzyszką dawno mnie nie odwiedzała. Dobrze wiem, że szybko mnie nie opuści. Przywitałam ją ze spokojem zapachem farb, smakiem przesłodzonej herbaty, dźwiękiem utworów, których niegdyś razem słuchałyśmy. Tym samym powitałam nowe miesiące, niezapisane żadnym oczekiwaniem, białe, czyste niczym śnieg, którego tak mi teraz brak. Moja samotność czeka. A ja razem z nią. Uśmiechamy się.
A za oknem. Deszcz. Deszcz. Deszcz...
Trudno nie wierzyć w nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz