2012/04/26

grace

Bo trzeba umieć zatracić siebie na pewien czas, jeśli się chcemy czegoś nauczyć od rzeczy, którymi nie jesteśmy.
- Fryderyk Nietzsche

Jest późny wieczór. Wędruję z dala od domu i wsłuchuję się w nostalgiczną ciszę, którą zasiewa zapadająca już noc. Ulegam swojej nasilającej się admiracji dla każdego powiewu wiatru, dla cichnących ptaków, które oddają ostatnie pieśni w uwielbieniu dnia. Zanurzam palce w sierści psa, który opadł zmęczony przy moim boku i na wpół otwartymi oczami spogląda w dal. Za naszymi plecami niespiesznie przepływa woda, szumi kojąco, spływając ze zboczy kamieni. Czuję Nic, ciepłe uniwersum pustki. Właściwie może to nie pustka, a pełnia mojej wewnętrznej złożoności albo kolejna rejterada przed własnym zagubieniem. Spłynęła na mnie bowiem łaska nieodczuwania, która z upływem czasu okazuje się jednak przekleństwem. Nie poznaję siebie, swoich myśli, wypraszam czasem nieokiełznanego Gościa, który pojawia się gdzieś we mnie z argusową listą, którą zapamiętale mi recytuje. 
Mijam bazie kotki, muskam ich delikatną powłokę i wdycham rześkie powietrze. Niemalże czuję jak wszystko wokół rozkwita, rodzi się, jak nowe pąki wyciągają się ku zachodzącemu słońcu. Trawa nabiera soczystych kolorów, a wśród jej przerzedzonej jeszcze struktury dostrzegam ślady sarnich kopytek. Po drugiej stronie brzegu widzę parę wystraszonych szaraków. Dzień się kończy. Nie poganiam czasu, poczekam co przyniesie.

(...) mają też i swoj smętarz, kędy, bliscy śmierci, 
Ptaki składają pióra, czworonogi sierci. 
Niedźwiedź, gdy zjadłszy zęby strawy nie przeżuwa, 
Jeleń zgrzybiały, gdy już ledwie nogi suwa, 
Zając sędziwy, gdy mu już krew w żyłach krzepnie, 
Kruk, gdy już posiwieje, sokół, gdy oślepnie, 
Orzeł, gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi, 
Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi, 
Idą na smętarz. Nawet mniejszy zwierz, raniony 
Lub chory, bieży umrzeć w swe ojczyste strony. 
Stąd to w miejscach dostępnych, kędy człowiek gości, 
Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.
- Adam Mickiewicz

2012/04/14

souls

Niewielu jest ludzi, których prawdziwie kocham, a jeszcze mniej takich, o których mam dobre mniemanie (...) a każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu o ludzkiej niestałości i o tym, jak mało można ufać pozorom cnoty czy rozumu.
- Jane Austen

Zewsząd nadchodzą ludzie. Niezliczone istnienia, żywe, ciepłe, kruche, nieugięte. Mkną słowa, oddechy pozostawiają na szybach obłoki pary. Stoliki lepią się od medium malarskiego, sukienki prują, a karty papieru pierzchną po całym pokoju. Rozsypane włosy, uciekają spod objęć jedwabnej wstążki, falują. Trapi mnie moja nieznajomość teraźniejszości, rozdrapuję blizny, nie czując nic. Nie rozumiem mojego deficytu strachu, bojaźń bowiem to coś ludzkiego, coś, czego nie miałam okazji posmakować już bardzo długi czas. Jestem rozbitkiem na wyspie, która miała być bezludna, okazała się jednak przepełniona wszelkim stworzeniem. Kto powie mi, jak chodzić po ulicy, by nie trafiać na ślady stóp, nie mijać, nie dotykać...
Uciekam w gęstwiny lasów z moich ciemnych, usianych nienaruszalną ciszą snów. Upajam się moim błogosławieństwem odosobnienia.
Zewsząd nadchodzą ludzie, niezliczone parantele dusz...


"Choćbym nawet chodził dolina cienia smierci, nie bede sie bal "
- Psalm 23


2012/04/03

rustle

Just one question.
What's your name?

Czasem budzi mnie w nocy szelest wiatru, nieoswojona myśl... Wynurzam wtedy stopę spod kołdry, rozgrzanymi palcami napotykam chłód szkła. Jest mi dobrze, spokojnie, nadzwyczaj błogo. Kolejne ramiona chcą mnie otulić, jowialnie przygarnąć, a ja mam spakowany plecak. Snuję opowieści, zapisuję niezliczone słowa, wątpię, zapominam, nie dowierzam. 
Żarzą się niespiesznie wonne kadzidła, strużki dymu unoszą bezwiednie, by rozpierzchnąć olfaktorycznie w objęciach mroku. Wdycham ich korzenną istotę, ziołową rachityczność. Zaciągam się. Otacza mnie nieprzebrana ciemność objęta ramami mojego pokoju. Wyczuwam zimny kształt małego, papierowego pudełka, wypaloną w moich ulubionych jeansach dziurę. Rozplatam włosy. A ja? Czego chcę?
Chcę zatańczyć...


"Jeślibyś miała zblaknąć w świetle rzeczy, realna, lecz bezradnie wycofana, w upartym, poprawnym odstępie między nami, jak księżyc tkwiący całą noc w koronach drzew – niech niewidzialne promienie wypełnią wnętrze tego domu; o gwiazdo, podwójnie współczująca, która wzeszłaś zbyt wcześnie na zmierzch, za późno na świt, niech twój blady płomień prowadzi przez chaos najgorszą część nas samych z pasją pełnego dnia." 
- Derek Walcott, Gwiazda

2012/04/02

farewell

Uśmiecham się wtedy i mam przez chwilę wrażenie, że nie jestem sam. Ale jestem i w głębi duszy wiem, że zawsze będę.
- Nicholas Sparks


Nocne powroty do domu, śnieg, czasem deszcz, bezchmurne wieczory. Przyleciały bociany, krążą niespiesznie wokół gniazda, opadają lekko. Przyglądam im się, siedząc na dachu. Mam 8 lat i wyciągam małe dłonie pełne ziarenek piasku między palcami. Chwytam pióro, mały podarunek nieba. Moją namiastkę wolności.

Zegary przestały istnieć, przestał istnieć czas. Czas bowiem nie ma znaczenia. Można zacząć w dowolnym momencie. Można się zmienić lub nie. Nic tego nie przesądza. Więc siedzę na tym dachu, nie mam zegarka, mam tylko drobinki piasku. Wieje zimny wiatr. Jest późno. Jest zimno. Przydługi rękaw służy bezwiednie. Tlę się niedopałkiem, uciszam szumy, ulegam pokusie zamyślenia.
Będę żyła także dla Ciebie. Tak postanowiłam.



"Pieśń porywa mnie w dal, wyzwala wszystko, staję nagle bezradny i zagubiony i dziwię się, że nie rozpadam się na kawałki albo nie wzlatuję jak balon w wieczorne niebo."
- Erich Maria Remarque