2012/06/14

bird

Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego.
- Gandhi

Pióra unoszą się na wodzie. Świat milknie na dłuższą chwilę, ja razem z nim.
Ludzie wyśpiewują moje słowa w ciemnych pomieszczeniach przy gromadach świec i świeżo uciętych kwiatach. Nie tego pragnę. Przyprowadź ich proszę tutaj, do mnie. Niech wiatr wypełni ciszę pomiędzy ukształtowanymi na Twój obraz słowami. Niech głaszcze źdźbła niedopowiedzeń, niech odbija echem księżyca najcichsze z dźwięków. Niech szumi deszcz nad nami, niech upada nam do stóp, niech oplata ramiona nieposkromioną kawalkadą kropel. Niech trawa rośnie przy akompaniamencie szeptów, tych niedosłyszalnych, w których tak dużo mam Ci do powiedzenia.

Usłyszałam ostatnio, że nie powinnam Cię wspominać.
I pewnie już tego nie robię. Czasem tylko jeszcze piszę do Ciebie listy z tych krótkich wypraw, podczas których przemakają mi buty i natrafiam na ptasie gniazda.
Nie znajdziesz ich.


Pada deszcz.
Być może istnieje miejsce, gdzie znaczy to więcej, niż spadające gwiazdy.
Pomyśl życzenie.

2012/05/02

middle

Samotność mnie pustoszy, towarzystwo mnie męczy.
- Fernando Pessoa, Księga Niepokoju

Codziennie w środku nocy jest mój najgorszy dzień. Zasypiam przy otwartym oknie, kiedy szum wiatru nie wkrada się nawet pomiędzy liście drzew, źdźbła traw. Wciąż mówię o ciemności i o tych kilku godzinach przed porankiem, kiedy nie sposób dostrzec swojej wyciągniętej dłoni poprzez triumf mroku. Wtóruję bowiem temu triumfowi, zaciskam w wyszczuplałych palcach, pochwycam, bo po niedługiej chwili pozwolić sączyć mu się niestrudzenie ku blaskom świtu. Nie chcę innych dni niż te, kiedy rozwiewam ciepło rześkim powietrzem, kiedy napinają się wyczerpane gonitwą dnia mięśnie, a wzrok wyostrza się jak u wystraszonego zwierza. Czujne spojrzenie obraca we wspomnienie każdą odrobinę zmroku, malując w nim, jak na ekranie starego projektora, zamazane obrazy. Na tych obrazach dużo się uśmiecham. Uśmiecham się, gdy nagle pustoszeje mój pokój. Zostaję sama. Z dwoma kubkami, dwoma poduszkami, z dwoma śladami po ubłoconych butach na podłodze.

To nie do końca nieme kino. Dokładnie słyszę szelest czarnej kurtki, kiedy wieszam ją na drewnianym wieszaku lub dźwięk wykładanego na stół myśliwskiego noża. Skrzypienie wiklinowego fotela, kiedy osuwa się w nim zmęczone ciało niestrudzonego przybysza. Ciche, niefortunne szepty rzeczy martwych, które nawet za dnia przypominają swoją istotą o czyjejś nieobecności.
Każdej nocy nasłuchuję kroków w korytarzu. Ale one nie nadchodzą.




A w serce moje wstąpił wiatr
I tam on zamieszkał i szumi.
- Edward Stachura

2012/04/26

grace

Bo trzeba umieć zatracić siebie na pewien czas, jeśli się chcemy czegoś nauczyć od rzeczy, którymi nie jesteśmy.
- Fryderyk Nietzsche

Jest późny wieczór. Wędruję z dala od domu i wsłuchuję się w nostalgiczną ciszę, którą zasiewa zapadająca już noc. Ulegam swojej nasilającej się admiracji dla każdego powiewu wiatru, dla cichnących ptaków, które oddają ostatnie pieśni w uwielbieniu dnia. Zanurzam palce w sierści psa, który opadł zmęczony przy moim boku i na wpół otwartymi oczami spogląda w dal. Za naszymi plecami niespiesznie przepływa woda, szumi kojąco, spływając ze zboczy kamieni. Czuję Nic, ciepłe uniwersum pustki. Właściwie może to nie pustka, a pełnia mojej wewnętrznej złożoności albo kolejna rejterada przed własnym zagubieniem. Spłynęła na mnie bowiem łaska nieodczuwania, która z upływem czasu okazuje się jednak przekleństwem. Nie poznaję siebie, swoich myśli, wypraszam czasem nieokiełznanego Gościa, który pojawia się gdzieś we mnie z argusową listą, którą zapamiętale mi recytuje. 
Mijam bazie kotki, muskam ich delikatną powłokę i wdycham rześkie powietrze. Niemalże czuję jak wszystko wokół rozkwita, rodzi się, jak nowe pąki wyciągają się ku zachodzącemu słońcu. Trawa nabiera soczystych kolorów, a wśród jej przerzedzonej jeszcze struktury dostrzegam ślady sarnich kopytek. Po drugiej stronie brzegu widzę parę wystraszonych szaraków. Dzień się kończy. Nie poganiam czasu, poczekam co przyniesie.

(...) mają też i swoj smętarz, kędy, bliscy śmierci, 
Ptaki składają pióra, czworonogi sierci. 
Niedźwiedź, gdy zjadłszy zęby strawy nie przeżuwa, 
Jeleń zgrzybiały, gdy już ledwie nogi suwa, 
Zając sędziwy, gdy mu już krew w żyłach krzepnie, 
Kruk, gdy już posiwieje, sokół, gdy oślepnie, 
Orzeł, gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi, 
Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi, 
Idą na smętarz. Nawet mniejszy zwierz, raniony 
Lub chory, bieży umrzeć w swe ojczyste strony. 
Stąd to w miejscach dostępnych, kędy człowiek gości, 
Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.
- Adam Mickiewicz

2012/04/14

souls

Niewielu jest ludzi, których prawdziwie kocham, a jeszcze mniej takich, o których mam dobre mniemanie (...) a każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu o ludzkiej niestałości i o tym, jak mało można ufać pozorom cnoty czy rozumu.
- Jane Austen

Zewsząd nadchodzą ludzie. Niezliczone istnienia, żywe, ciepłe, kruche, nieugięte. Mkną słowa, oddechy pozostawiają na szybach obłoki pary. Stoliki lepią się od medium malarskiego, sukienki prują, a karty papieru pierzchną po całym pokoju. Rozsypane włosy, uciekają spod objęć jedwabnej wstążki, falują. Trapi mnie moja nieznajomość teraźniejszości, rozdrapuję blizny, nie czując nic. Nie rozumiem mojego deficytu strachu, bojaźń bowiem to coś ludzkiego, coś, czego nie miałam okazji posmakować już bardzo długi czas. Jestem rozbitkiem na wyspie, która miała być bezludna, okazała się jednak przepełniona wszelkim stworzeniem. Kto powie mi, jak chodzić po ulicy, by nie trafiać na ślady stóp, nie mijać, nie dotykać...
Uciekam w gęstwiny lasów z moich ciemnych, usianych nienaruszalną ciszą snów. Upajam się moim błogosławieństwem odosobnienia.
Zewsząd nadchodzą ludzie, niezliczone parantele dusz...


"Choćbym nawet chodził dolina cienia smierci, nie bede sie bal "
- Psalm 23


2012/04/03

rustle

Just one question.
What's your name?

Czasem budzi mnie w nocy szelest wiatru, nieoswojona myśl... Wynurzam wtedy stopę spod kołdry, rozgrzanymi palcami napotykam chłód szkła. Jest mi dobrze, spokojnie, nadzwyczaj błogo. Kolejne ramiona chcą mnie otulić, jowialnie przygarnąć, a ja mam spakowany plecak. Snuję opowieści, zapisuję niezliczone słowa, wątpię, zapominam, nie dowierzam. 
Żarzą się niespiesznie wonne kadzidła, strużki dymu unoszą bezwiednie, by rozpierzchnąć olfaktorycznie w objęciach mroku. Wdycham ich korzenną istotę, ziołową rachityczność. Zaciągam się. Otacza mnie nieprzebrana ciemność objęta ramami mojego pokoju. Wyczuwam zimny kształt małego, papierowego pudełka, wypaloną w moich ulubionych jeansach dziurę. Rozplatam włosy. A ja? Czego chcę?
Chcę zatańczyć...


"Jeślibyś miała zblaknąć w świetle rzeczy, realna, lecz bezradnie wycofana, w upartym, poprawnym odstępie między nami, jak księżyc tkwiący całą noc w koronach drzew – niech niewidzialne promienie wypełnią wnętrze tego domu; o gwiazdo, podwójnie współczująca, która wzeszłaś zbyt wcześnie na zmierzch, za późno na świt, niech twój blady płomień prowadzi przez chaos najgorszą część nas samych z pasją pełnego dnia." 
- Derek Walcott, Gwiazda

2012/04/02

farewell

Uśmiecham się wtedy i mam przez chwilę wrażenie, że nie jestem sam. Ale jestem i w głębi duszy wiem, że zawsze będę.
- Nicholas Sparks


Nocne powroty do domu, śnieg, czasem deszcz, bezchmurne wieczory. Przyleciały bociany, krążą niespiesznie wokół gniazda, opadają lekko. Przyglądam im się, siedząc na dachu. Mam 8 lat i wyciągam małe dłonie pełne ziarenek piasku między palcami. Chwytam pióro, mały podarunek nieba. Moją namiastkę wolności.

Zegary przestały istnieć, przestał istnieć czas. Czas bowiem nie ma znaczenia. Można zacząć w dowolnym momencie. Można się zmienić lub nie. Nic tego nie przesądza. Więc siedzę na tym dachu, nie mam zegarka, mam tylko drobinki piasku. Wieje zimny wiatr. Jest późno. Jest zimno. Przydługi rękaw służy bezwiednie. Tlę się niedopałkiem, uciszam szumy, ulegam pokusie zamyślenia.
Będę żyła także dla Ciebie. Tak postanowiłam.



"Pieśń porywa mnie w dal, wyzwala wszystko, staję nagle bezradny i zagubiony i dziwię się, że nie rozpadam się na kawałki albo nie wzlatuję jak balon w wieczorne niebo."
- Erich Maria Remarque

2012/03/26

blueberry

"Jedyną stałą wartością w jej życiu był warkocz, który rozplątywała tylko od wielkiego dzwonu. Wszystko dookoła zmieniało się jak za oknem pociągu, w którym jechała - sama nie wiedząc dokąd. Aby tego było więcej, tęskniła - czasami tylko z tęsknoty do tęsknoty - za przypadkowymi podróżnymi, którzy byli na tyle odważni, aby usiąść obok niej." 

Anna Karenina z powieści Tołstoja, podczas swojej drogi na stację, żeby rzucić się pod pociąg zobaczyła coś śmiesznego. Co pomyślała? Że powie Wrońskiemu, swojemu kochankowi. Ja z kolei pomyślałam, że jest we mnie takie właśnie miejsce na niepoukładane myśli, nieprzeniknione tęsknoty, nierozdane uśmiechy, nieopowiedziane jeszcze historie... A potem pomyślałam, że ona miała więcej nie zobaczyć Wrońskiego. 

Nie pijam herbaty, nie pijam kawy. Doprawdy życie bez muzyki jest blagą, sobotni koncert rozbudził we mnie tlącą się tęsknotę do dźwięków, których pozbawiłam siebie na jakiś czas. Jeszcze przez kilka dni owocnie skrzył się w mojej głowie pisk z głośników, jak nieprzerwana linia melodyczna zagłuszona wariactwem nieustającego w swych trudach kompozytora. Poza szumem było jeszcze mgliste światło poranka, które witałam uważnym wzrokiem po nieprzespanej nocy, małej eskapadzie do samej siebie, po rytualnej wędrówce pośród ludzkich twarzy. 
Powitałam my blueberry nights. Mam otwarte okno. Ciepły sweter. I ciasto jagodowe.



"Nie interesuje mnie, czym się trudzisz. Chce wiedzieć nad czym bolejesz i czy śmiesz marzyć o spotkaniu z tym, za czym tęskni twoje serce. Nie interesuje mnie, ile masz lat. Chcę wiedzieć, czy gotów jesteś wyjść na głupca dla miłości, dla marzeń, dla przygody, jaką jest życie. Nie interesuje mnie, kim jesteś, skąd się tu wziąłeś. Chcę wiedzieć, czy staniesz ze mną w środku ognia i nie cofniesz się. Nie interesuje mnie, gdzie, jakie i u kogo pobierałeś nauki. Chcę wiedzieć, co cię podtrzymuje od środka, gdy wszystko inne odpada. Chcę wiedzieć, czy umiesz być sam ze sobą i czy naprawdę lubisz tego, z którym przystajesz w chwilach pustki."
- Oriah Mountain Dreamer, wypowiedź starego Indianina

2012/03/13

freedom

"Teraz okazało się, że doskwiera mu nie świat, ale ludzie. Wyglądało, że ze światem - ze światem bezludnym - da się żyć."
- Pachnidło

I tak układamy sobie życie w swoich czarnych skórzanych notesach ze starannie ponumerowanymi kartkami. Powiedziałam dość.

Nietoperz przebudził się, by powrócić do wieczornych obrzędów, nisko osadzonych lotów, przerzedzających chłodne, jeszcze nie do końca wiosenne powietrze. Czasem krążę razem z nim, obierając całkiem inny kierunek, formując własną drogę, wsłuchuję się w charakterystyczne uderzenia skrzydeł.
Zawiał norweski wiatr, przywiał mi pieśń, przejrzystą nieodłączną kompankę ostatnich dni, kompankę, która z powodzeniem odkrywa przede mną moją miłującą wolność naturę. Zapragnęłam wyjechać. Jak nigdy wcześniej chcę opuścić spokojny ląd, wypłynąć na nieznane wody, delektować się olfaktoryczną istotą nieznanych mi miejsc. Czuję wolność całym sercem, jestem nią przesiąknięta jak gąbka, jak spragniona deszczu ziemia. 


"Dogadzało mu tylko światło księżyca. Księżyc nie znał kolorów i ledwo zarysowywał kontury krajobrazu. Powlekał świat brudną szarością i na czas nocy gasił życie. Ten świat niczym odlany z ołowiu, gdzie nie poruszało się nic prócz wiatru, sunącego czasem jak cień nad poszarzałymi lasami, gdzie żyły wyłącznie zapachy nagiej ziemi, był jedynym światem, jaki Grenouille uznawał - był to bowiem świat podobny do świata jego duszy."
-Pachnidło

2012/03/01

nothingness

Zwykle człowiek broni błędów, które kocha.
- Seneka Młodszy


Nie wiem co mam robić. Kompletnie straciłam rachubę czasu, poczucie bezpieczeństwa, źródło wewnętrznego spokoju. Mam Przestrzeń, mnóstwo pustej, niezachwianej Przestrzeni, w której co jakiś czas, impulsywnie pojawiają się nieostrożnie zaszufladkowane myśli. Nie wychodzi mi rutynowe aktorstwo, unikanie pejoratywnych słów. Łapię się na forytowaniu zdań względnie dla mnie korzystnych, niosących chwilową ulgę, błogosławieństwo nieodczuwania.
Pulsuję narastającym co jakiś czas bólem. Bólem nieznoszącym sprzeciwu, który skrzętnie skrywa się w połach płaszcza, zagłębieniach skóry.
Kuszą bezwiednie objęcia Morfeusza, przyjazne ciepło, eteryczny dotyk delikatnych dłoni. Drobna obecność, osadzona w subtelnej nierzeczywistości. 
Nie chcę być prekariuszem.


"Zawsze odkrywam, że w ciągu roku to jest okres próby. Liście jeszcze nie uprzątnięte. Wszędzie błoto. Mroźne poranki minęły. Słoneczne poranki jeszcze nie nadeszły. Daj mi zamiecie i zamarznięte rury, ale nie ten czas nicości. Nie tę poczekalnię świata."
- Cienista dolina


2012/02/26

tea

Czy nadal nie słodzisz?

Świat różnorodności objawia się tysiącem smaków. Herbaty można podzielić na całe mnóstwo rodzajów, począwszy od kraju pochodzenia, poprzez sposób przygotowywania, na gamie zapachów kończąc. Jest herbata zielona, której liście są poddawane procesowi suszenia zaraz po zerwaniu, dzięki czemu jest delikatniejsza w smaku od czarnych herbat. Herbata biała z kolei powstaje z młodych pączków, które jeszcze nie zdążyły zakwitnąć w uwielbieniu wiosennego słońca. Indyjska czarna z dodatkiem mleka i kardamonu jest aksamitna i nieco pikantna, zaś yerba muska zmysly głębią ziołowych kompilacji. W inkrustowanych filiżankach parują słodkością owocowe esencje czarnych porzeczek, malin, jagód, mango, truskawek, cytrusów...
Budzą zmysły przejrzyście migocząc na dnie kubków w mgliste poranki i usypiają parującymi wspomnieniami podczas chłodnych wieczorów. Frywolnie naznaczają swoją naturą kartki ulubionych książek, rozlane zmywają słowa z listów pożegnalnych. Gorzkie, mocne, nieśmiałe, delikatne...


All that stands forgiven.