2012/06/14

bird

Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego.
- Gandhi

Pióra unoszą się na wodzie. Świat milknie na dłuższą chwilę, ja razem z nim.
Ludzie wyśpiewują moje słowa w ciemnych pomieszczeniach przy gromadach świec i świeżo uciętych kwiatach. Nie tego pragnę. Przyprowadź ich proszę tutaj, do mnie. Niech wiatr wypełni ciszę pomiędzy ukształtowanymi na Twój obraz słowami. Niech głaszcze źdźbła niedopowiedzeń, niech odbija echem księżyca najcichsze z dźwięków. Niech szumi deszcz nad nami, niech upada nam do stóp, niech oplata ramiona nieposkromioną kawalkadą kropel. Niech trawa rośnie przy akompaniamencie szeptów, tych niedosłyszalnych, w których tak dużo mam Ci do powiedzenia.

Usłyszałam ostatnio, że nie powinnam Cię wspominać.
I pewnie już tego nie robię. Czasem tylko jeszcze piszę do Ciebie listy z tych krótkich wypraw, podczas których przemakają mi buty i natrafiam na ptasie gniazda.
Nie znajdziesz ich.


Pada deszcz.
Być może istnieje miejsce, gdzie znaczy to więcej, niż spadające gwiazdy.
Pomyśl życzenie.

2012/05/02

middle

Samotność mnie pustoszy, towarzystwo mnie męczy.
- Fernando Pessoa, Księga Niepokoju

Codziennie w środku nocy jest mój najgorszy dzień. Zasypiam przy otwartym oknie, kiedy szum wiatru nie wkrada się nawet pomiędzy liście drzew, źdźbła traw. Wciąż mówię o ciemności i o tych kilku godzinach przed porankiem, kiedy nie sposób dostrzec swojej wyciągniętej dłoni poprzez triumf mroku. Wtóruję bowiem temu triumfowi, zaciskam w wyszczuplałych palcach, pochwycam, bo po niedługiej chwili pozwolić sączyć mu się niestrudzenie ku blaskom świtu. Nie chcę innych dni niż te, kiedy rozwiewam ciepło rześkim powietrzem, kiedy napinają się wyczerpane gonitwą dnia mięśnie, a wzrok wyostrza się jak u wystraszonego zwierza. Czujne spojrzenie obraca we wspomnienie każdą odrobinę zmroku, malując w nim, jak na ekranie starego projektora, zamazane obrazy. Na tych obrazach dużo się uśmiecham. Uśmiecham się, gdy nagle pustoszeje mój pokój. Zostaję sama. Z dwoma kubkami, dwoma poduszkami, z dwoma śladami po ubłoconych butach na podłodze.

To nie do końca nieme kino. Dokładnie słyszę szelest czarnej kurtki, kiedy wieszam ją na drewnianym wieszaku lub dźwięk wykładanego na stół myśliwskiego noża. Skrzypienie wiklinowego fotela, kiedy osuwa się w nim zmęczone ciało niestrudzonego przybysza. Ciche, niefortunne szepty rzeczy martwych, które nawet za dnia przypominają swoją istotą o czyjejś nieobecności.
Każdej nocy nasłuchuję kroków w korytarzu. Ale one nie nadchodzą.




A w serce moje wstąpił wiatr
I tam on zamieszkał i szumi.
- Edward Stachura

2012/04/26

grace

Bo trzeba umieć zatracić siebie na pewien czas, jeśli się chcemy czegoś nauczyć od rzeczy, którymi nie jesteśmy.
- Fryderyk Nietzsche

Jest późny wieczór. Wędruję z dala od domu i wsłuchuję się w nostalgiczną ciszę, którą zasiewa zapadająca już noc. Ulegam swojej nasilającej się admiracji dla każdego powiewu wiatru, dla cichnących ptaków, które oddają ostatnie pieśni w uwielbieniu dnia. Zanurzam palce w sierści psa, który opadł zmęczony przy moim boku i na wpół otwartymi oczami spogląda w dal. Za naszymi plecami niespiesznie przepływa woda, szumi kojąco, spływając ze zboczy kamieni. Czuję Nic, ciepłe uniwersum pustki. Właściwie może to nie pustka, a pełnia mojej wewnętrznej złożoności albo kolejna rejterada przed własnym zagubieniem. Spłynęła na mnie bowiem łaska nieodczuwania, która z upływem czasu okazuje się jednak przekleństwem. Nie poznaję siebie, swoich myśli, wypraszam czasem nieokiełznanego Gościa, który pojawia się gdzieś we mnie z argusową listą, którą zapamiętale mi recytuje. 
Mijam bazie kotki, muskam ich delikatną powłokę i wdycham rześkie powietrze. Niemalże czuję jak wszystko wokół rozkwita, rodzi się, jak nowe pąki wyciągają się ku zachodzącemu słońcu. Trawa nabiera soczystych kolorów, a wśród jej przerzedzonej jeszcze struktury dostrzegam ślady sarnich kopytek. Po drugiej stronie brzegu widzę parę wystraszonych szaraków. Dzień się kończy. Nie poganiam czasu, poczekam co przyniesie.

(...) mają też i swoj smętarz, kędy, bliscy śmierci, 
Ptaki składają pióra, czworonogi sierci. 
Niedźwiedź, gdy zjadłszy zęby strawy nie przeżuwa, 
Jeleń zgrzybiały, gdy już ledwie nogi suwa, 
Zając sędziwy, gdy mu już krew w żyłach krzepnie, 
Kruk, gdy już posiwieje, sokół, gdy oślepnie, 
Orzeł, gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi, 
Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi, 
Idą na smętarz. Nawet mniejszy zwierz, raniony 
Lub chory, bieży umrzeć w swe ojczyste strony. 
Stąd to w miejscach dostępnych, kędy człowiek gości, 
Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.
- Adam Mickiewicz

2012/04/14

souls

Niewielu jest ludzi, których prawdziwie kocham, a jeszcze mniej takich, o których mam dobre mniemanie (...) a każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu o ludzkiej niestałości i o tym, jak mało można ufać pozorom cnoty czy rozumu.
- Jane Austen

Zewsząd nadchodzą ludzie. Niezliczone istnienia, żywe, ciepłe, kruche, nieugięte. Mkną słowa, oddechy pozostawiają na szybach obłoki pary. Stoliki lepią się od medium malarskiego, sukienki prują, a karty papieru pierzchną po całym pokoju. Rozsypane włosy, uciekają spod objęć jedwabnej wstążki, falują. Trapi mnie moja nieznajomość teraźniejszości, rozdrapuję blizny, nie czując nic. Nie rozumiem mojego deficytu strachu, bojaźń bowiem to coś ludzkiego, coś, czego nie miałam okazji posmakować już bardzo długi czas. Jestem rozbitkiem na wyspie, która miała być bezludna, okazała się jednak przepełniona wszelkim stworzeniem. Kto powie mi, jak chodzić po ulicy, by nie trafiać na ślady stóp, nie mijać, nie dotykać...
Uciekam w gęstwiny lasów z moich ciemnych, usianych nienaruszalną ciszą snów. Upajam się moim błogosławieństwem odosobnienia.
Zewsząd nadchodzą ludzie, niezliczone parantele dusz...


"Choćbym nawet chodził dolina cienia smierci, nie bede sie bal "
- Psalm 23


2012/04/03

rustle

Just one question.
What's your name?

Czasem budzi mnie w nocy szelest wiatru, nieoswojona myśl... Wynurzam wtedy stopę spod kołdry, rozgrzanymi palcami napotykam chłód szkła. Jest mi dobrze, spokojnie, nadzwyczaj błogo. Kolejne ramiona chcą mnie otulić, jowialnie przygarnąć, a ja mam spakowany plecak. Snuję opowieści, zapisuję niezliczone słowa, wątpię, zapominam, nie dowierzam. 
Żarzą się niespiesznie wonne kadzidła, strużki dymu unoszą bezwiednie, by rozpierzchnąć olfaktorycznie w objęciach mroku. Wdycham ich korzenną istotę, ziołową rachityczność. Zaciągam się. Otacza mnie nieprzebrana ciemność objęta ramami mojego pokoju. Wyczuwam zimny kształt małego, papierowego pudełka, wypaloną w moich ulubionych jeansach dziurę. Rozplatam włosy. A ja? Czego chcę?
Chcę zatańczyć...


"Jeślibyś miała zblaknąć w świetle rzeczy, realna, lecz bezradnie wycofana, w upartym, poprawnym odstępie między nami, jak księżyc tkwiący całą noc w koronach drzew – niech niewidzialne promienie wypełnią wnętrze tego domu; o gwiazdo, podwójnie współczująca, która wzeszłaś zbyt wcześnie na zmierzch, za późno na świt, niech twój blady płomień prowadzi przez chaos najgorszą część nas samych z pasją pełnego dnia." 
- Derek Walcott, Gwiazda

2012/04/02

farewell

Uśmiecham się wtedy i mam przez chwilę wrażenie, że nie jestem sam. Ale jestem i w głębi duszy wiem, że zawsze będę.
- Nicholas Sparks


Nocne powroty do domu, śnieg, czasem deszcz, bezchmurne wieczory. Przyleciały bociany, krążą niespiesznie wokół gniazda, opadają lekko. Przyglądam im się, siedząc na dachu. Mam 8 lat i wyciągam małe dłonie pełne ziarenek piasku między palcami. Chwytam pióro, mały podarunek nieba. Moją namiastkę wolności.

Zegary przestały istnieć, przestał istnieć czas. Czas bowiem nie ma znaczenia. Można zacząć w dowolnym momencie. Można się zmienić lub nie. Nic tego nie przesądza. Więc siedzę na tym dachu, nie mam zegarka, mam tylko drobinki piasku. Wieje zimny wiatr. Jest późno. Jest zimno. Przydługi rękaw służy bezwiednie. Tlę się niedopałkiem, uciszam szumy, ulegam pokusie zamyślenia.
Będę żyła także dla Ciebie. Tak postanowiłam.



"Pieśń porywa mnie w dal, wyzwala wszystko, staję nagle bezradny i zagubiony i dziwię się, że nie rozpadam się na kawałki albo nie wzlatuję jak balon w wieczorne niebo."
- Erich Maria Remarque

2012/03/26

blueberry

"Jedyną stałą wartością w jej życiu był warkocz, który rozplątywała tylko od wielkiego dzwonu. Wszystko dookoła zmieniało się jak za oknem pociągu, w którym jechała - sama nie wiedząc dokąd. Aby tego było więcej, tęskniła - czasami tylko z tęsknoty do tęsknoty - za przypadkowymi podróżnymi, którzy byli na tyle odważni, aby usiąść obok niej." 

Anna Karenina z powieści Tołstoja, podczas swojej drogi na stację, żeby rzucić się pod pociąg zobaczyła coś śmiesznego. Co pomyślała? Że powie Wrońskiemu, swojemu kochankowi. Ja z kolei pomyślałam, że jest we mnie takie właśnie miejsce na niepoukładane myśli, nieprzeniknione tęsknoty, nierozdane uśmiechy, nieopowiedziane jeszcze historie... A potem pomyślałam, że ona miała więcej nie zobaczyć Wrońskiego. 

Nie pijam herbaty, nie pijam kawy. Doprawdy życie bez muzyki jest blagą, sobotni koncert rozbudził we mnie tlącą się tęsknotę do dźwięków, których pozbawiłam siebie na jakiś czas. Jeszcze przez kilka dni owocnie skrzył się w mojej głowie pisk z głośników, jak nieprzerwana linia melodyczna zagłuszona wariactwem nieustającego w swych trudach kompozytora. Poza szumem było jeszcze mgliste światło poranka, które witałam uważnym wzrokiem po nieprzespanej nocy, małej eskapadzie do samej siebie, po rytualnej wędrówce pośród ludzkich twarzy. 
Powitałam my blueberry nights. Mam otwarte okno. Ciepły sweter. I ciasto jagodowe.



"Nie interesuje mnie, czym się trudzisz. Chce wiedzieć nad czym bolejesz i czy śmiesz marzyć o spotkaniu z tym, za czym tęskni twoje serce. Nie interesuje mnie, ile masz lat. Chcę wiedzieć, czy gotów jesteś wyjść na głupca dla miłości, dla marzeń, dla przygody, jaką jest życie. Nie interesuje mnie, kim jesteś, skąd się tu wziąłeś. Chcę wiedzieć, czy staniesz ze mną w środku ognia i nie cofniesz się. Nie interesuje mnie, gdzie, jakie i u kogo pobierałeś nauki. Chcę wiedzieć, co cię podtrzymuje od środka, gdy wszystko inne odpada. Chcę wiedzieć, czy umiesz być sam ze sobą i czy naprawdę lubisz tego, z którym przystajesz w chwilach pustki."
- Oriah Mountain Dreamer, wypowiedź starego Indianina

2012/03/13

freedom

"Teraz okazało się, że doskwiera mu nie świat, ale ludzie. Wyglądało, że ze światem - ze światem bezludnym - da się żyć."
- Pachnidło

I tak układamy sobie życie w swoich czarnych skórzanych notesach ze starannie ponumerowanymi kartkami. Powiedziałam dość.

Nietoperz przebudził się, by powrócić do wieczornych obrzędów, nisko osadzonych lotów, przerzedzających chłodne, jeszcze nie do końca wiosenne powietrze. Czasem krążę razem z nim, obierając całkiem inny kierunek, formując własną drogę, wsłuchuję się w charakterystyczne uderzenia skrzydeł.
Zawiał norweski wiatr, przywiał mi pieśń, przejrzystą nieodłączną kompankę ostatnich dni, kompankę, która z powodzeniem odkrywa przede mną moją miłującą wolność naturę. Zapragnęłam wyjechać. Jak nigdy wcześniej chcę opuścić spokojny ląd, wypłynąć na nieznane wody, delektować się olfaktoryczną istotą nieznanych mi miejsc. Czuję wolność całym sercem, jestem nią przesiąknięta jak gąbka, jak spragniona deszczu ziemia. 


"Dogadzało mu tylko światło księżyca. Księżyc nie znał kolorów i ledwo zarysowywał kontury krajobrazu. Powlekał świat brudną szarością i na czas nocy gasił życie. Ten świat niczym odlany z ołowiu, gdzie nie poruszało się nic prócz wiatru, sunącego czasem jak cień nad poszarzałymi lasami, gdzie żyły wyłącznie zapachy nagiej ziemi, był jedynym światem, jaki Grenouille uznawał - był to bowiem świat podobny do świata jego duszy."
-Pachnidło

2012/03/01

nothingness

Zwykle człowiek broni błędów, które kocha.
- Seneka Młodszy


Nie wiem co mam robić. Kompletnie straciłam rachubę czasu, poczucie bezpieczeństwa, źródło wewnętrznego spokoju. Mam Przestrzeń, mnóstwo pustej, niezachwianej Przestrzeni, w której co jakiś czas, impulsywnie pojawiają się nieostrożnie zaszufladkowane myśli. Nie wychodzi mi rutynowe aktorstwo, unikanie pejoratywnych słów. Łapię się na forytowaniu zdań względnie dla mnie korzystnych, niosących chwilową ulgę, błogosławieństwo nieodczuwania.
Pulsuję narastającym co jakiś czas bólem. Bólem nieznoszącym sprzeciwu, który skrzętnie skrywa się w połach płaszcza, zagłębieniach skóry.
Kuszą bezwiednie objęcia Morfeusza, przyjazne ciepło, eteryczny dotyk delikatnych dłoni. Drobna obecność, osadzona w subtelnej nierzeczywistości. 
Nie chcę być prekariuszem.


"Zawsze odkrywam, że w ciągu roku to jest okres próby. Liście jeszcze nie uprzątnięte. Wszędzie błoto. Mroźne poranki minęły. Słoneczne poranki jeszcze nie nadeszły. Daj mi zamiecie i zamarznięte rury, ale nie ten czas nicości. Nie tę poczekalnię świata."
- Cienista dolina


2012/02/26

tea

Czy nadal nie słodzisz?

Świat różnorodności objawia się tysiącem smaków. Herbaty można podzielić na całe mnóstwo rodzajów, począwszy od kraju pochodzenia, poprzez sposób przygotowywania, na gamie zapachów kończąc. Jest herbata zielona, której liście są poddawane procesowi suszenia zaraz po zerwaniu, dzięki czemu jest delikatniejsza w smaku od czarnych herbat. Herbata biała z kolei powstaje z młodych pączków, które jeszcze nie zdążyły zakwitnąć w uwielbieniu wiosennego słońca. Indyjska czarna z dodatkiem mleka i kardamonu jest aksamitna i nieco pikantna, zaś yerba muska zmysly głębią ziołowych kompilacji. W inkrustowanych filiżankach parują słodkością owocowe esencje czarnych porzeczek, malin, jagód, mango, truskawek, cytrusów...
Budzą zmysły przejrzyście migocząc na dnie kubków w mgliste poranki i usypiają parującymi wspomnieniami podczas chłodnych wieczorów. Frywolnie naznaczają swoją naturą kartki ulubionych książek, rozlane zmywają słowa z listów pożegnalnych. Gorzkie, mocne, nieśmiałe, delikatne...


All that stands forgiven.

2012/02/23

voice

Słyszę twój głos na wietrze
I słyszę jak wołasz moje imię

Powoli, nostalgicznie powraca kojąca tęsknota za drzewami. Uśpiona istota mojego wewnętrznego zdumienia przedziera się przez anhedonię naznaczonych niepewnością dni. Uciekam poza zgiełk niepoukładanego świata, by wyjść naprzeciw moim nowym towarzyszom. Niemal czuję nagą ziemię pod stopami, po której stąpam niespiesznie, ucząc się od nowa stawiać kroki na nieznanym terytorium, a mimo to mam wrażenie, jakbym wracała do domu z długiej, bardzo długiej podróży. Karczemny zapach drewna i stęchlizny, świece gaszone podmuchami wiatru, celtyckie opowieści - wszystko to zasiewa w mojej duszy niemy spokój, z którym poznaję się od nowa, niczym ze starym przyjacielem. Witam chłód nocy okraszony zjawą przeszłości, duchem historii, słowiańską przepowiednią, rozpoznaję twarze ukryte w półmroku, naznaczone pazurem czasu, nieugiętością losu. Za oknem ściska mróz. Ja czuję jednak ciepły powiew wiatru, gorąc płynący z rozżarzonego ogniska. Widzę dym unoszący się wśród głosu drzew.




„Słowo istnieje! Jest uformowane na kształt istoty żywej. Słowo ma krew. Słowo może być suche. Życiodajna woda zapewnia mu wilgoć. To nie griot zwilża suche wargi, to woda biegnie przez arterie słowa i ożywia je.”
- Zofia Sokolewicz 


2012/02/14

escape

Dokąd mogłem uciec od samego siebie? 
- św. Augustyn

Małe podanie o szczerość powstało z obrzmiewającej niedopowiedzeniami retrospekcji. Zdałam sobie sprawę, że nić porozumienia jest niebezpiecznie cienka, zbyt krucha, by ją nadwyrężać. Zdawkowość zdań, urywki milczenia, ciążący balast ciszy. Jednak czasem to właśnie tego potrzebuję. Nikczemnego remedium na uciążliwe, oblegające myśli, chwili beztroskiego dolce far niente osadzonego pod ciężkim od koszmarów sufitem. Szukam siebie w zagłębieniach miękkiej pościeli, nierównej powierzchni drewna, plamach po rozlanej kawie. Rozpierzchły obawy i żal, zastąpiła je melancholia przerywana co jakiś czas majestatem dźwięków. 



Złodziejka książek umarła. Jednak zanim to się stało podarowała mi skradzione słowa. 
Całe mnóstwo słów.

2012/02/06

lesson

„Przy okazji znosili mu różne dary: trochę herbaty, paczuszkę tytoniu do fajki, kawałeczek szynki czy słoniny lub parę ciepłych wzorzystych skarpet… Odwiedzali go od jesieni, kiedy dni stawały się coraz krótsze, Aż do wiosny, siadywali jak najbliżej ognia płonącego w kominku i zwykle już po chwili odzywał się któryś z najstarszych sąsiadów: -Sean, opowiedz nam teraz, jak to bywało dawno, dawno temu”.

Mroźny, zimowy wieczór spowity wabiącą wonią olejku monoi. Rozrzucone w nieładzie książki, porozsypywane ubrania i prószący niespiesznie śnieg. Ta noc wydawała się spokojna, przesycona emocjami burzliwego poranka, nasączona jak gąbka całą gamą myśli. Wszystko zmieszało się z zapachem, który początkowo nieśmiało, z czasem coraz odważniej, wkradał się pomiędzy ciężkie powietrze, rozrzedzając jego strukturę niewidzialnymi palcami. Jedna wiadomość, kilka słów, które przerodziły się w obszerne zdania pełne wyznań, nadziei, tęsknot i wspomnień. Są rozmowy, które działają lepiej niż zastrzyk adrenaliny, wprawiają w ruch uśpione mechanizmy, wydobywają spod balastu rzeczywistości poturbowane ciało. Janusz Leon Wiśniewski miał wiele racji, pisząc "Samotność w Sieci". Czasem potrzebny jest ktoś kompletnie obcy. Odbiorca nie do końca sprecyzowanych myśli, adresat niedokończonej historii, kilku gorzkich wniosków. Nauczyciel. Wyniosłam naukę. Po pierwsze. Karuzele niefortunnych zdarzeń zatrzymują się. Pewnego dnia ta sama niewidzialna ręka, która je zbudziła - po prostu obraca ich egzystencję w nieruch. Po drugie. Ludzie popełniają błędy, lecz są dobrymi ludźmi, póki starają się je naprawić. Po trzecie. Marzenia się spełniają.

Na końcu mi się przedstawiła. Ma ładne imię. Jednak dla mnie Jej postać zaistniała pod innym słowem. 
Po prostu. "Uśmiechnięta".

- Co chcesz robić w życiu?
- Cieszyć się.

2012/02/03

conversation

"Wreszcie zaczęłam wierzyć w coś, co nazywam fizyką poszukiwania. To siła natury, którą rządzą prawa tak realne, jak prawo grawitacji. Zasada fizyki poszukiwania brzmi tak: Jeśli jesteś wystarczająco dzielny, żeby zostawić za sobą wszystko i wyruszyć na wyszukiwanie prawdy zewnętrznej i wewnętrznej, jeśli wszystko, co napotkasz na swej drodze potraktujesz jak odpowiedzi i wszystkich napotkanych ludzi jako nauczycieli, jeśli jesteś w stanie wybaczyć sobie kilka gorzkich błędów, wtedy prawda nie będzie przed Tobą zatajona. Teraz w to wierzę."

Ile kontrowersji i piętrzących się pytań może wzbudzić fakt, że człowiek rezygnuje z portalu społecznościowego. Do czego zmierzamy, zamykając się jak w klatkach, ograniczając spotkania z ludźmi do małej, internetowej przestrzeni. Słowa przyjmą wszystko, nie ujawnią łez, drżących kącików ust i rozbieganego wzroku. Zatracamy tak wiele emocji, tak wiele uczuć i obrazów, ukrywając je pod suchymi wyrazami. Nie chcę tak żyć. Pragnę rozmowy, prawdziwej, najczystszej rozmowy, pragnę byś wziął mnie za rękę, czuł że jest ciepła, że pulsuje w niej uśpionym drżeniem strach, którego nie zobaczysz w żadnej z napisanych dotknięciem liter. Chcę byś widział, że nieprzespałam nocy, że spoglądam na Ciebie zmęczonym wzrokiem i unoszę do ust gorącą filiżankę kawy. Byś spostrzegł moją radość w szczerym uśmiechu i zamyślenie,  na które co jakiś czas sobie pozwalam. Chcę byś wiedział, że moje oczy są niebieskie, kiedyś mówiono, że błękitne, ale tak niewielu ludzi tak naprawdę w nie zagląda. Chcę, byś Ty zaczął. Nie łaknę soczystego dźwięku, oznajmiającego, że nadeszła wirtualna wiadomość, a Twojego głosu - niekiedy rozbrzmiewającego euforią, czasem kojącego lub po prostu - ciepłego, wypełnionego kompilacją melancholii ze spokojem. Pragnę całych kompozycji głosów. Szeptów, krzyków, rozedrganych słów, życia w tych martwych pierwotnie zdaniach. Pragnę milczenia pełnego zapachów, wymownych spojrzeń, nieśmiałych gestów. Pragnę wypić z Tobą najlepszą w mieście herbatę i pokruszyć starannie upieczone ciastko. Pragnę oparzyć się gorącą wodą z zaparzacza i potrzebuję, abyś zauważył mój ból. Chcę być przepełniona życiem po brzegi. Chcę byś to widział.

Jeśli kiedykolwiek ktoś naprawdę zapragnie ze mną porozmawiać, zrobi to, bez względu na to, czy wyszuka mnie w książce telefonicznej.
Po prostu mnie znajdzie.


Porozmawiaj ze mną kiedyś.
Porozmawiaj naprawdę.

2012/01/31

word

Gdyby. Czy istnieje smutniejsze słowo?
- Fowler Therese


Usypiam siebie.
Szukam miejsca w życiu innych, nie chcę wracać do swojego. Nie dzisiaj. Mimo wszechobecnego zimna ten świat jest zbyt ładny, śnieg tak lekko otula drzewa, krajobrazy wspomnień wzbudzają zbyt wiele wzruszeń. Nieposkromione zakątki muzyki wabią harmonią uniesień, jednak wiem, że muszę unikać każdego opanowanego sentymentem dźwięku. Śpię w pożyczonych ukradkiem ubraniach. Są przyduże i jakby cieplejsze.
Wszystko wokół żyje. Ludzie uśmiechają się, łapią autobusy, oglądają tkaniny w sklepach i zaczytują się w książkach. W kuchniach rodzą się coraz to nowe symfonie zapachów, a małe dzieci ślizgają się nieporadnie na oblodzonych ścieżkach. Tylko we mnie coś pękło, jakiś mały mechanizm przestał działać, zatrzymałam się jak sprężynowy zegarek. "Jestem niczym stary, zasuszony liść, który ładnie wygląda z daleka, a po dotknięciu rozsypuje się w pył."

Wybrałam życie, więc trzeba być konsekwentnym.


2012/01/29

sleep

[02:25:15] Bryce:
"Kiedyś w końcu każdy przestaje się bać... [ Powiedział spokojnie stawiając nieśpiesznie krok za krokiem. ] Pozakładałem tutaj sidła, coś powinno się złapać... [ Rzucił do niej zrównując się z czarnoskórą w marszu. Wsunąwszy dłonie w kieszenie kurty zamyslił się głęboko nad zadanym przez tamtą pytaniem. ] Jak idzie? Życie w samotności byłoby... prostsze. Ale wiem, że wtedy w końcu bym zdziczał a to jest jak umrzeć. Przestajesz myśleć, czuć liczy się tylko polowanie, pożeranie i spanie. Zamieniłbym się w zwierzę. [ Mruknął pocierając dłonią o szorstki podbródek. ]     
W grupie jest... trzeba trzymać nerwy na wodzy. To trudne dużo zapachów, dużo dźwięków, ludzie się denerwują, pachną wtedy tak, że Tobie chce się zabijać. Idziesz spać. Czasami się budzisz i ich wyczuwasz, wiesz kto śpi głęboko - wtedy jego zapach jest najdelikatniejszy, trudno go wyczuć ale gdy już wyczuwasz - jest słodki, jak każdej łatwej zdobyczy.
Niektórzy śpią tak, że byle szelest jest ich w stanie obudzić. Masz ochotę ich sprawdzic, siebie również, podkraść się, popatrzeć... Chce Ci się polować."

To, co napisałeś...  Nie wiem czy myślisz nad tym, co piszesz czy raczej doskonale zmyślasz, ale dobrze Ci to wychodzi. Nie wspomniałeś jedynie o tych, którzy właściwie w ogóle nie śpią.

Minęło kilka chwil.


"A niektórzy... Nie śpią wcale." 
Dodał.


Niech moją armią będą drzewa, skały i ptaki na niebie.
- Aleksander Wielki

2012/01/27

coffee

Nikt nie może cofnąć się w czasie i napisać nowego początku, ale każdy może zacząć od dzisiaj i dopisać nowe zakończenie.
- Maria Robinson

Nie pijam kawy. Jednak ta jest wyjątkowo aromatyczna. Ma kremowy, subtelny smak i idealnie rozpuszcza się w niej cukier. Lubię oblizywać po niej usta.
Rozkoszuję się tymi leniwymi porankami, spędzanymi z najbliższymi mi ludźmi, którzy tak skutecznie odciągają mnie od mojej samotni. Lubię ich zaspane oczy i nucenie pod nosem ulubionych piosenek. Czas zwalnia na chwilę, a poczucie samotności cichnie na tych kilka wypełnionych śmiechem godzin. Bo może - jak to pisała pani Grochola - o to właśnie w życiu chodzi. Żeby ktoś przy tobie był - nawet kiedy szukasz w nocy małego zagubionego kotka. Nawet jak świeczka się nie pali. 
Moja świeczka zgasła, a Oni wciąż są. Nie zawsze obok. Ale zawsze na tyle blisko, by zdążyć mnie przytrzymać, nim zachwieją się fasady mojej autodestruktywnej złożoności.

Dawno nie słuchałam pani Jones. Jak zwykle wracam tylko do jednej piosenki i śpiewam niesłyszalnie, podczas gdy wszyscy wokół już śpią.
Nie wiem dlaczego nie odpowiedziałam. Tak, wiem kim jesteś. Wiem nawet jak wyglądasz, kiedy zasypiasz, gdy Twoje zmęczone, ale bardzo delikatne dłonie zsuwają się nieprzytomnie na miękką pościel. Wiem jak to jest odgarniać kosmyk włosów z Twojego policzka i całować Cię ostrożnie w czoło. Nie mogłam jednak. Ani teraz, ani później. 
W ciszy znika się najpiękniej.


I to, co powinnam napisać na samym początku.
Dziękuję.

2012/01/23

today



Jestem szczęśliwa, bo miałam przy sobie ciekawą książkę, kiedy autobus stanął w korku.


70 procent życia. Według Ekcharta Tolle właśnie tyle czasu ludzie spędzają na czekaniu na coś lub gonieniu za czymś. 70 procent życia przeznaczają na szaleńsze wyścigi za sukcesami, za pracą, za nowym domem. W małych przerwach popijają najtańszą, niezdrową kawę. Z czasem nachodzi ich myśl, że do nowego garażu z elektrycznie zamykanymi drzwiami nie pasuje stary, śmierdzący psem samochód z zabrudzoną tapicerką. Zaczynają się kolejne nadgodziny i pół nocnego etatu w barze przesiąkniętym papierosami. Ostatecznie umierają w wieku 45 lat z pięknym dorobkiem - który na koniec okazuje się zupełnie zbędny - i równie dorodnym nowotworem, który od lat żywił się ich nadszarpniętymi nerwami, stresem, nieprzespanymi nocami i przydrożnymi fastfoodami, trawiąc ich ogłupiałe ciała.
Zabawne jest popadanie w skrajności, bo z drugiej strony mogą "przeżyć" dzień za dniem zupełnie jak w transie - czekając na lepsze jutro, na lepszą pracę, na lepsze czasy. Właściwie powodów może być wiele. Bo pada deszcz, bo pada śnieg, bo nie przyjechał autobus, bo spóźniłeś się, bo jest za późno. A noc zapada mimo wszystko i dzień kończy się zupełnie jak wczoraj. Równie podobnie skończy się następny. I każdy kolejny, jeśli nie otworzą oczu.

Jak skończy się Twój dzień?

Życzę Ci szczęścia i malinowej herbaty.
Życzę Ci tego dzisiaj.

Reszta należy do Ciebie.


PS. Look at you. You are young. And you are scared. Why are you so scared?
Stop being paralyzed. Stop swallowing your words. Stop caring what other people think. Wear what you want. Say what you want. Listen to the music you want to listen to. Go out for a drive at midnight and forget that you have school the next day. Stop waiting for Friday. Live now. Do it now. Take risks. Tell secrets. This life is yours. 
When are you going to relize that you can do whatever you want?

2012/01/18

wind

Pszczoła robotnica waży mniej niż płatek, ale może lecieć z ładunkiem cięższym od niej.


Spoglądam na tych, którzy malują świat niemiłości.
Spoglądam w ich rozszerzone źrenice kryjące lęk i zagubienie. Jedno z nasjmutniejszych kłamstw.
Bo świat jest miłością. To czułe ciepło słońca budzące wiosną kwiaty, chłodny powiew południowego wiatru, gdy powietrze staje się duszne, cień rozległych lasów rozpostartych na równinach... To wilczyca czuwająca nocą nad swoimi młodymi, miękka trawa, która otula nieporadne kopyta źrebięcia, rozległe przestworza, w których orzeł może rozwinąć skrzydła...
Świat, który widzisz, to świat, którzy stworzyli ludzie. Wypełniony kłamstwem, wojnami, krwią... W którym nie liczy się jaki jesteś, ale ile jesteś wart.
Ale jest jeszcze coś poza tym, co widzisz.To miejsce harmonii. 

Zamknij oczy. Słyszysz ciszę?


Ja słyszę wiatr...  

2012/01/17

time

Kiedy ktoś poświęca Ci czas,
pamiętaj że daje Ci coś, czego nigdy nie odzyska.

Pokruszyło się we mnie milion tęsknot, snów, marzeń, wspomnień i pytań. Szukam w sobie odpowiedzi, jednak znajduję jedynie dysonans. Jestem złożonością oniryzmów, właścicielką wiecznie chłodnych dłoni, zaczytanych w przeszłości oczu.

Mała dziewczynka o jasnych włosach splecionych w warkocze wyciąga do mnie rączki z ulepionym nieporadnie kotkiem o plastelinowych, fioletowych nóżkach. "Ładnie?" - pyta, uśmiechając się.
Kotkowi odpada nierówne uszko, biorę je w palce i z powrotem przykładam do jego kanciastej główki.
"Dolep mu jeszcze fioletowy ogonek." - odpowiadam, posyłając jej ciepłe spojrzenie. Widzę, jak w jej oczach zapalają się radosne iskiereczki, zakrywa figurkę pulchniutką dłonią i biegnie z powrotem do ubrudzonego farbami stolika. Patrzę na nią jeszcze jakiś czas, na szczere skupienie widoczne na jej twarzy, bezpretensjonalne zacięcie ujawniające się poprzez zagryzane z przekorą usteczka, kiedy coś nie wychodzi i szczerą wesołość, gdy w końcu się udaje. Patrząc tak, uświadomiłam sobie, że nie potrafię się smucić, kiedy widzę ten manifest ogólnego, niewymuszonego szczęścia. To zupełnie jak pisać o śmierci, spoglądając na narodziny dziecka. Wiem, że w tamtym momencie, w tamtym miejscu byłam naprawdę szczęśliwa. Wielu ludzi uważa, że w życiu spotka ich coś nieprawdopodobnego, kiedy wygrają na loterii lub jakiś iluzjonista sprawi, że niespodziewanie ze sceny zniknie talia kart.
Ale jestem pewna, że to właśnie wtedy - widząc tę pełną życia dziewczynkę - byłam świadkiem cudu.



Plastelinowy kot ukazał całą swą naturę pod koniec zajęć, kiedy to został postawiony wśród innych ulepionych stworzonek na obszernej szafce. 
Machał fioletowym ogonem.


2012/01/10

west

- Jak chcesz dotrzeć na zachód?
- Stanę twarzą na północ, a potem skręcę w lewo.


Nadszedł czas nocy przepełnionych snami. Snami dobrymi, bowiem nie rysują mojej rzeczywistości w szarych barwach, nie są również koszmarami, po których bałabym się zamknąć oczy. Są po prostu inne, niebywale dziwne i złożone, zagmatwane. Mam wrażenie, że przejawiają się w nich całe moje rozterki, niepoukładane myśli i towarzyszące mi ostatnio zamyślenie. Przemknęło mi nawet, że być może dobrym pomysłem byłoby ich zatrzymanie na kartach jakiegoś zeszytu, lecz po dłuższej chwili uznałam, że to zbędne, ponieważ nie umiałabym oddać w żaden sposób ich uroku i niepojętości.


Śnię więc więcej niż zazwyczaj, więcej niż zazwyczaj przebywam sama. Odnalazłam spokój w odosobnieniu, do którego zdaje się - już przywykłam. Dałam sobie czas na przemyślenie kwestii, do których jeszcze niedawno nie byłam w stanie tak po prostu powrócić. Powoli dociera do mnie, że niektóre wybory i ścieżki w naszym życiu są konieczne, jak się potem okazuje - również zbawienne - i że bywają momenty, kiedy trzeba poddać się wpływom wiatru, obrać inny kurs. 
Znów oddycham.
 




Kiedy wstajesz rano Podziękuj za poranne światło, za to, że żyjesz i jesteś silny. Podziękuj za jedzenie i radość życia. Jeśli nie widzisz powodu aby dziękować, wina tkwi w Tobie.
-Tecumseh





2012/01/06

fear

Czy to przypadek, że właśnie we wrześniu życie po prostu się zatrzymuje. Idę idealnie wydeptaną ścieżką, czuję tak dobrze mi znany zapach, przyjemne ciepło wędrujące od koniuszków palców poprzez zmarznięte dłonie, aż po otulone czułością ramiona...
I nagle gaśnie światło. Wszystko co jestem w stanie zobaczyć to wszeogarniająca, przesączona niepokojem ciemność, która niebezpiecznie cicho oplata moje ciało. Wyciągam dłonie, szukam po omacku małych punktów odniesienia, mijają mnie powycinane z papieru ptaki i zupełnie jak moje plany - idealnie, symetrycznie, jeden po drugim - rozsypują się pod moimi stopami. Stąpam po garstce zimnej piętrzącej się, zniweczonej pozostałości po tym, co kiedyś, być może w niedalekiej przyszłości, mogłabym nazwać Mną.


Wrzesień, deszczowy wrzesień. 
Starannie poukładane książki, miękkie futro wiecznie zaspanego kota, rześkie poranki, melancholijne wieczory. Mnóstwo muzyki, która koi skołatane nerwy, przypomina, rozpala, gasi, płacze. Mgła za oknem, ciepło płomieni, zmoknięte gałęzie drzew. Cieniste kształty, postacie ucieleśniające każdą z najmniej namacalnych obaw. I ta kropla wody, która wyznacza koniec, ostateczny i nieodwołalny.
W ciszy znika się najpiękniej.




(...) Świat w tym miejscu wydawał się kaskadą smutku. Powietrze miało wilgotny zapach opadłych już liści, kłębiących się lepko pod stopami, jak gnijące, pozbawione życia drobne materie, które proszą żałośnie o jeszcze jeden oddech. Umarły. A wraz z nimi umarły te wszystkie drzewa stojące teraz nieporuszone żadnym powiewem wiatru wśród gęstej mgły. Wysokie i nagie, jak wyciągnięte ku niebu dłonie, niemym szeptem godziły się z nieodwołalnymi wyrokami czasu.Nawet ptaki zamilkły, odleciały, pozostawiły po sobie tylko zimne gniazda. Złożoność pustki miejsc, gdzie kiedyś gościło życie. Bujność trawy, która oplatała teraz stopy mokrymi, uschniętymi źdźbłami.To wszystko utwierdzało, że takie miejsca nie zatracają się w śnie.Nie budzą się do życia. Byłam świadkiem śmierci, naturalnej, nieodwołalnej. A słońce wstawało tego ranka jak zwykle, z tą samą dozą spokoju oświetlało te cmentarzysko wspomnień, istnień, zapachów... Tylko cienie stawały się coraz drobniejsze, marne, wychudzone...Spełniała się obietnica. Nieuchronna jak świt po ciemności.







Wrzesień, mój cichy wrzesień... 
Tak bardzo boję się września.

2012/01/03

hope

Deszcz to ostatnie, co zapamiętałam... Niespieszne, harmonijne uderzenia lekkich kropel o podłoże. Raz, drugi, trzeci... Cała fala maleńkich dzwoneczków. Cała fala wspomnień. Cała fala snów.
Wszystko spadło wraz z deszczem na ziemię, rozprysło w cztery strony świata, jak kawałki szkła po stłuczonym wazonie.
Wycieram opuszkami palców kurz, ze spokojem spoglądam na tak dobrze mi znane wzgórza. Czuję ten sam wiatr we włosach. Czasem jest tylko nieco zimniejszy...
Minęło 365 dni, nocy, poranków, wieczorów. Dobrze wiem, że samotność, która jest mi teraz nieustępliwą towarzyszką dawno mnie nie odwiedzała. Dobrze wiem, że szybko mnie nie opuści. Przywitałam ją ze spokojem zapachem farb, smakiem przesłodzonej herbaty, dźwiękiem utworów, których niegdyś razem słuchałyśmy. Tym samym powitałam nowe miesiące, niezapisane żadnym oczekiwaniem, białe, czyste niczym śnieg, którego tak mi teraz brak. Moja samotność czeka. A ja razem z nią. Uśmiechamy się.

A za oknem. Deszcz. Deszcz. Deszcz...





Trudno nie wierzyć w nic.