2012/01/17

time

Kiedy ktoś poświęca Ci czas,
pamiętaj że daje Ci coś, czego nigdy nie odzyska.

Pokruszyło się we mnie milion tęsknot, snów, marzeń, wspomnień i pytań. Szukam w sobie odpowiedzi, jednak znajduję jedynie dysonans. Jestem złożonością oniryzmów, właścicielką wiecznie chłodnych dłoni, zaczytanych w przeszłości oczu.

Mała dziewczynka o jasnych włosach splecionych w warkocze wyciąga do mnie rączki z ulepionym nieporadnie kotkiem o plastelinowych, fioletowych nóżkach. "Ładnie?" - pyta, uśmiechając się.
Kotkowi odpada nierówne uszko, biorę je w palce i z powrotem przykładam do jego kanciastej główki.
"Dolep mu jeszcze fioletowy ogonek." - odpowiadam, posyłając jej ciepłe spojrzenie. Widzę, jak w jej oczach zapalają się radosne iskiereczki, zakrywa figurkę pulchniutką dłonią i biegnie z powrotem do ubrudzonego farbami stolika. Patrzę na nią jeszcze jakiś czas, na szczere skupienie widoczne na jej twarzy, bezpretensjonalne zacięcie ujawniające się poprzez zagryzane z przekorą usteczka, kiedy coś nie wychodzi i szczerą wesołość, gdy w końcu się udaje. Patrząc tak, uświadomiłam sobie, że nie potrafię się smucić, kiedy widzę ten manifest ogólnego, niewymuszonego szczęścia. To zupełnie jak pisać o śmierci, spoglądając na narodziny dziecka. Wiem, że w tamtym momencie, w tamtym miejscu byłam naprawdę szczęśliwa. Wielu ludzi uważa, że w życiu spotka ich coś nieprawdopodobnego, kiedy wygrają na loterii lub jakiś iluzjonista sprawi, że niespodziewanie ze sceny zniknie talia kart.
Ale jestem pewna, że to właśnie wtedy - widząc tę pełną życia dziewczynkę - byłam świadkiem cudu.



Plastelinowy kot ukazał całą swą naturę pod koniec zajęć, kiedy to został postawiony wśród innych ulepionych stworzonek na obszernej szafce. 
Machał fioletowym ogonem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz