Bo trzeba umieć zatracić siebie na pewien czas, jeśli się chcemy czegoś nauczyć od rzeczy, którymi nie jesteśmy.
- Fryderyk Nietzsche
Jest późny wieczór. Wędruję z dala od domu i wsłuchuję się w nostalgiczną ciszę, którą zasiewa zapadająca już noc. Ulegam swojej nasilającej się admiracji dla każdego powiewu wiatru, dla cichnących ptaków, które oddają ostatnie pieśni w uwielbieniu dnia. Zanurzam palce w sierści psa, który opadł zmęczony przy moim boku i na wpół otwartymi oczami spogląda w dal. Za naszymi plecami niespiesznie przepływa woda, szumi kojąco, spływając ze zboczy kamieni. Czuję Nic, ciepłe uniwersum pustki. Właściwie może to nie pustka, a pełnia mojej wewnętrznej złożoności albo kolejna rejterada przed własnym zagubieniem. Spłynęła na mnie bowiem łaska nieodczuwania, która z upływem czasu okazuje się jednak przekleństwem. Nie poznaję siebie, swoich myśli, wypraszam czasem nieokiełznanego Gościa, który pojawia się gdzieś we mnie z argusową listą, którą zapamiętale mi recytuje.
Mijam bazie kotki, muskam ich delikatną powłokę i wdycham rześkie powietrze. Niemalże czuję jak wszystko wokół rozkwita, rodzi się, jak nowe pąki wyciągają się ku zachodzącemu słońcu. Trawa nabiera soczystych kolorów, a wśród jej przerzedzonej jeszcze struktury dostrzegam ślady sarnich kopytek. Po drugiej stronie brzegu widzę parę wystraszonych szaraków. Dzień się kończy. Nie poganiam czasu, poczekam co przyniesie.
(...) mają też i swoj smętarz, kędy, bliscy śmierci,
Ptaki składają pióra, czworonogi sierci.
Niedźwiedź, gdy zjadłszy zęby strawy nie przeżuwa,
Jeleń zgrzybiały, gdy już ledwie nogi suwa,
Zając sędziwy, gdy mu już krew w żyłach krzepnie,
Kruk, gdy już posiwieje, sokół, gdy oślepnie,
Orzeł, gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi,
Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi,
Idą na smętarz. Nawet mniejszy zwierz, raniony
Lub chory, bieży umrzeć w swe ojczyste strony.
Stąd to w miejscach dostępnych, kędy człowiek gości,
Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.
- Adam Mickiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz